Tak naprawdę, w pewnym stopniu wiemy lub słyszeliśmy o metodach chłodzenia w naszym codziennym życiu. Na przykład w powszechnych klimatyzatorach do chłodzenia wykorzystywane są sprężarki, podczas gdy chłodzenie półprzewodnikowe jest stosunkowo rzadziej spotykane w naszym codziennym życiu. Jednakże w ostatnich latach wzrosła liczba scenariuszy zastosowania chłodzenia termoelektrycznego w produktach konsumenckich i stopniowo zaczęło ono pojawiać się w życiu zwykłych ludzi, np. tylne obudowy odprowadzające ciepło do telefonów komórkowych i lodówki samochodowe w pojazdach o nowej energii itp.
Aby lepiej zrozumieć działanie TEC, przyjrzyjmy się najpierw jego wewnętrznej strukturze. Rdzeniem TEC jest termopara półprzewodnikowa (ziarno), która ogólnie dzieli się na typu P i typu N.
„Wytłaczane materiały termoelektryczne” odnoszą się do związków półprzewodnikowych przetwarzanych poprzez wytłaczanie – technikę produkcyjną, w której materiał jest przepychany przez matrycę w celu utworzenia ciągłych kształtów – zoptymalizowanych pod kątem konwersji energii termoelektrycznej.
Ilustracja przedstawia schematyczne diagramy trzech głównych efektów w naszym polu termoelektrycznym: są to efekt Seebecka, efekt Peltiera i efekt Thomsona. Tym razem zajmiemy się Williamem Thomsonem i jego wielkim odkryciem – efektem Thomsona.
Na początku XIX wieku w Sommie we Francji zegarmistrz Jean-Charles Peltier (w skrócie Peltier) skalibrował skale niezliczonych godzin za pomocą precyzyjnych kół zębatych. Kiedy jednak w wieku 30 lat odłożył pilnik i suwmiarkę i zamiast tego sięgnął po pryzmat i miernik prądu, tak narodziło się skrzyżowanie jego ścieżki życiowej z historią nauki - ten były rzemieślnik zostanie wyryty na kamieniu milowym fizyki termoelektrycznej jako odkrywca „efektu Peltiera”.
Jabłko rozbiło myśli Newtona na temat powszechnego ciążenia. Kto zatem znalazł klucz do odblokowania świata termoelektryczności? Wejdźmy w historię rozwoju TEC i świata termoelektryki.